Dziękuję serdecznie za zaproszenie do rozmowy! Cieszę się, że mam okazję pokazać Wam kawałek mojej codzienności, w której blogowanie jest tylko ułamkiem działalności związanej z Design Your Life. Prowadzę również sklep internetowy z autorskimi narzędziami do organizacji czasu i planowania, a równolegle rozwijam swoją działalność fotograficzną… i staram się w tym wszystkim nie zwariować. Jestem pewna, że wszystkim kobietom działającym on-line brzmi to znajomo, prawda?

8:00 – Budzik ustawiam zwykle w okolicach ósmej rano. Przestałam już oszukiwać samą siebie i zmuszać się do wstawania wczesnym świtem. Najzwyczajniej w świecie tego nie lubię, kłóci się to także z trybem życia, jaki z mężem prowadzimy. Odpowiednia ilość snu jest niezwykle ważna dla zdrowia, dobrego samopoczucia i produktywnego działania, a my rzadko kładziemy się spać przed północą.

Pierwsze dwie godziny spędzam zwykle ze słuchawkami w uszach. Najczęściej słucham wtedy podcastów, audiobooków, albo oglądam ciekawe filmy na Youtube. Myję się, ogarniam włosy, robię makijaż, przygotowuję śniadanie, jem. Jestem jedną z tych osób, które potrzebują ładu i porządku wokół siebie, aby móc się dobrze skupić na swojej pracy, więc w międzyczasie ogarniam coś w domu. Piję kawę, scrolluje Instagram, podglądam ulubione twarze na Insta Story, zaglądam na Facebooka, sprawdzam szybko, czy w poczcie dzieje się coś mega ważnego (ale nikomu teraz nie odpisuję, no chyba, że właśnie dzieje się coś faktycznie niecierpiącego zwłoki).

Na pracę nadchodzi pora po tych dwóch godzinach – uwielbiam je i nikomu ich nie oddam 🙂 Pozytywnie nastrajają mnie na nadchodzący dzień.

10:00 – Zabieram się do pracy w domu – a jeśli mam jakieś spotkanie, albo coś do załatwienia na mieście, to nigdy nie umawiam się przed 10:30. Co wtedy robię? Bardzo różnie: robię zdjęcia i/lub je obrabiam, piszę teksty, przygotowuję coś do social media. Czasem muszę na dłużej zająć się skrzynką mejlową, jeśli trzeba akurat przygotować ofertę działań w ramach planowanej współpracy, czy przygotować raport z przeprowadzonych działań.

12:00 – Robię sobie krótką przerwę na drugie śniadanie. Czasem też zdążę wtedy np. powiesić pranie, nagrać coś na Insta Story, czy odpowiedzieć na instagramowe komentarze.

12:30 – 16:00 – Kontynuuję pracę. Najważniejszym zadaniom, zaplanowanym na każdy dzień, przypisuję określoną ilość czasu, jaki chcę/muszę im poświęcić. Pracuję w tzw. okresach Pomodoro, czyli 25-minutowych odcinkach czasu, po których – według teorii – powinno nastąpić 5 minut przerwy. Ja jednak często je pomijam i przerwę robię sobie dopiero po godzinie, a gdy mam wielki flow, to po dwóch. Najtrudniejsze jest dla mnie samo rozpoczęcie pracy, więc właśnie zmobilizowanie i przekonanie siebie do przeznaczenia na nią chociaż jednego Pomodoro pomaga mi zlikwidować ten okropny opór, który i Wy na pewno dobrze znacie.

16:00 – Ogarniam jakiś obiad. Czasem odgrzewam coś gotowego, albo z poprzedniego dnia, a czasem coś zamawiam, szczególnie gdy mój Tomek długo tego dnia pracuje i je w pracy. Średnio chce mi się gotować dla samej siebie, a jeśli to robię, przyrządzam szybkie warzywa na patelnię z kurczakiem, albo makaron z pesto i pomidorkami koktajlowymi.

17:00 – 20:00 – Znowu wracam do pracy, ale takiej bardziej lajtowej. Teraz już nie chodzi o produktywne działanie i rozprawianie się z listą zadań. To pora, kiedy zwykle coś publikuję – na blogu, na Instagramie, czy na Facebooku. Wtedy jestem po prostu on-line, ponieważ interakcja z moimi Czytelnikami i obserwatorami jest dla mnie bardzo ważna – „rozmawiamy” sobie w komentarzach, albo w wiadomościach prywatnych na Insta Story. Często o tej porze dnia szykuję sobie np. jakieś treści na zapas, zaprowadzam Inbox Zero w mojej skrzynce mejlowej. Bardzo lubię te luźne godziny.

20:00 – 24:00 – To mój taki zwyczajny, domowy czas. Wieczorem zwykle jesteśmy już razem. Czasem coś oglądamy, innym razem gramy w planszówki, albo ktoś nas odwiedza. Ale bywa i tak, że w dalszym ciągu robię coś związanego z pracą, jeśli wcześniej się nie wyrobiłam. Nie zawsze jest idealnie.

24:00 – Idę spać. A przynajmniej staram się, by była to północ, a nie 1:00, czy 2:00 w nocy.

Nie każdy dzień tak wygląda, ale starałam się włożyć go w jakiś schemat. Zdaję sobie sprawę w jak luksusowej jestem sytuacji – mogę pracować w domu, nikt mi nie przeszkadza, nie muszę zajmować się w międzyczasie dziećmi i tak dalej. Bardzo doceniam ten okres w moim życiu i wiem, że w przyszłości przyjdą również inne obowiązki. Praca wypełnia mi większość dnia, ale uwielbiam to co robię, więc w żadnym wypadku mi to nie przeszkadza. Gdy mam dość – od czasu do czasu po prostu sobie odpuszczam, zamykam komputer, wyłączam się ze świata on-line i… jadę na zakupy, idę na spacer, albo spotykam się z przyjaciółką.

Dzięki Alina za podzielenie się z czytelnikami Szkoły Blogowania tym, jak organizujesz swój dzień pracy!

Alinę znajdziesz tutaj:

Recommended Posts
Contact Us

We're not around right now. But you can send us an email and we'll get back to you, asap.

Not readable? Change text.

Start typing and press Enter to search